piątek, 5 października 2012
Zawieszam...
Hej kochani. Mała sprawa. Zawieszam bloga. Nie wiem na ile, po prostu nie mam ochoty teraz pisać itd. Wybaczcie . ;]
piątek, 14 września 2012
Rozdział II Zaproszenie
W życiu każdego jest taka chwila, kiedy nie wiesz co robić. Nawet jeśli masz przyjaciół, i oni z chęcią ci pomagają, nie chcesz ich pytać o zdanie. Właśnie w tej chwili znajdowała się Alice. Obudziło ją stukanie w okno jej sowy, Army. Kiedy podchodziła do okna, nie wiedziała że jeden list, a właściwie zaproszenie zmieni jej humor na cały dzień. Ptak wpadł na szafkę i zasmakował smakołyków przyszykowanych dla niego. Dziewczyna delikatnie odwiązała od jej nogi przywiązaną karteczkę. Na pierwszej stronie, lśniącymi literami było napisane jej imię i nazwisko, oraz adres. Czarodziejka spojrzała znów na sowę. Army latała zawsze tam gdzie nie powinna, i o to jej właścicielka właśnie w tej chwili się bała. Od Weasley’ów dostała by lekko pogiętą kartkę, a Agnes zwykle zapraszała ją poprzez eliksir liter. To dość dziwne, lecz przyjaciółka nie chciała być zwyczajna, dlatego co miesiąc wydawała trzy galeony na substancję i wysyłała ją koleżance. Nie rozmyślając długo otworzyła kopertę.
Zaproszenie na kolacje.
Mam zaszczyt zaprosić pannę Alice Dumbledore na kolację z okazji
Turnieju Trójmagicznego. Uroczystość odbędzie się w moich skromnych
progach, na dworze Mafoyów dnia 29 sierpnia o godz. 20.00
Z racji tego, iż każda osoba została zaproszona z osobą towarzyszącą,
Byłbym zaszczycony abyś towarzyszyła mojemu synowi Draconowi Malfoyowi.
Z wyrazami szacunku.
Lucjusz Malfoy.
Dziewczyna stała już od ponad piętnastu minut przy oknie, rozmyślając o zaproszeniu i kolacji . Właściwie nie było w problemu. Dawno nie założyła sukienki, choć to dla niej było akurat pozytywne, lecz także z miłą chęcią spotkała by się z przyjaciółmi na jakiejś uroczystości. Lecz niestety popsuło to zaproszenie pewne dwa wyrazy. Draconowi Malfoyowi. Ślizgon działał na nią negatywnie, także każde jej spotkanie z kolegą kończyło się bójką lub lekką sprzeczką. Właściwie nikt nie wie dlaczego dwoje czarodziejów z tego samego domu się tak nienawidzi. Kiedy ktoś pytał dlaczego się tak kłócą, zawsze był zmieniany temat. Myśląc o koledze z wspólnego domu, drzwi od jej pokoju otworzyły się z hukiem i do środka wpadła dziewczyna niskiego wzrostu z bujną czarną czupryną. Nie zwracając uwagi na Alice zaczęła grzebać w swojej torbie, pilnie czegoś szukając. Po chwili wyciągnęła z niej list, o takiej samej kopercie, jaką dziewczyna trzymała w ręku. Zamachała koleżance przed oczami i uśmiechnęła się podle
- Zgadnij od kogo dostałam zaproszenie! – spytała radośnie
- Od Lucjusza Malfoya. – wskazała na kopertę w ręku i spojrzała na nią z przekąsem – Tak, miło cię widzieć Agnes
- Znów zostałam uprzedzona – odparła wściekle i usiadła na łóżku – Dostałam to rano, więc chciałam ci zrobić niespodziankę!
- Tak? A może pokazać że zostałaś zaproszona na wykwitną kolacje a ja nie?
- Jak możesz. Nie mogła bym zrobić tego przyjaciółce…
- Agnes, wyczarowałaś przede mną czarną dziurę która o mały włos nie wessała by mnie do środka! – powiedziała śmiejąc się. – Idziesz z kimś?
- Ach, już wiem co miałam ci powiedzieć! Tak. I nie zgadniesz z kim…
- Idziesz z Danielem
- Skąd wiesz? Ty wszystko wiesz. Kujon – odpowiedziała gorzko, ale po chwili na jej policzkach było widać rumieńce. – Nie mogę uwierzyć że z nim idę! Sam do mnie napisał rozumiesz? Sam! Z siebie! Czekaj, czekaj, czekaj… A ty z kim idziesz?
- Z nikim, idę sama.
- To zaproś kogoś! – entuzjastycznie zaproponowała szczerząc się
- Uwierz chciała bym, ale chyba nie mam wyboru. – powiedziała smętnie i podała jej zaproszenie. Po kilku sekundach w całym domu, było słychać głośny, szyderczy śmiech.
- Draco Malfoy? – zaśmiała się i otarła łzy ze śmiechu. – Ty go prędzej zabijesz, niż z nim pójdziesz na ucztę
- Zamknij się - warknęła – Nie mam wyboru. O uroczystości wiedziałam już dawno, Dumbledore powiedział mi i Davidowi jak w Ministerstwie Magii Lucjusz chwalił się, że zrobi z tej okazji uroczystość i tak dalej. I wiedziałam że każe mi przyjść z osobą towarzyszącą. Ale nie myślałam że to on mi zaproponuje kogoś i tym kimś ma być DRACON!
- W czym problem, nie idź.
- Muszę. Wuj, powiedział że jeśli wytrzymam cały wieczór, z chłopakiem który będzie mi towarzyszył, pozwoli mi wytworzyć eliksir Felix Felicis
- A co to takiego? – spytała bez jakiegokolwiek zainteresowania
- Tak, widać kto zasypiał na lekcjach eliksirów. To eliksir, zwany także płynnym szczęściem
- Aaa, było tak od razu mówić. Słyszałam że zapewnia szczęście każdemu, kto go wypije?
- Zgadłaś, dlatego muszę towarzyszyć temu debilowi.
- Jak wy się darzycie sympatią… W ogóle po co ci ten eliksir?
- Jeśli zdam test z wróżbiarstwa, dostanę od wuja medalion pamięci.
- Jak byś mówiła, bardziej wyjaśniająco, byłabym ci wdzięczna – odparła z przekąsem do Alice
- Ten medalion… – zaczęła lecz drzwi od pokoju ponownie otworzyły się z hukiem. Do wnętrza wszedł David, trzymając w dłoni taki sam list co miały Agnes i Alice
- Nie zgadniecie…
- Zamknij się – powiedziały razem dziewczyny.
***
- Alice! Chodź wpadłam na mega pomysł! – zawołała dziewczynę Agnes- Co wymyśliłaś?
- No chodź ale musisz zamknąć oczy inaczej niespodzianka się nie uda!
- Spytam jeszcze raz. Co wymyśliłaś? – żądała odpowiedzi koleżanka, lecz nie otrzymała jej.
- Zamknij oczy. No zamknij – kazała dziewczyna i skierowała ją w kierunku komina – Przeczytałam gdzieś, nie pytaj gdzie, że za pomocą proszku Fiuu mogą się przenieść dwie osoby naraz. Wystarczy tylko, aby jedna osoba myślała głęboko o owym miejscu, i o osobie z którą się tam dąży.
- Nie zgadzam się, słyszysz? – krzyknęła lecz nie pomogło jej to, ponieważ koleżanka wepchnęła ją do środka kominka. Po paru sekundach, obie dziewczyny wyszły z niego, kaszląc i otrzepując się z smogu. Alice rozejrzała się. Stała właśnie w wielkiej sali, na jakimś dworze. Kiedy spojrzała na Agnes, ta uśmiechnęła się blado i wskazała na schody. Na górze stali dwaj chłopcy. W oczach dziewczyny ukazał się gniew.
- Witam – przywitali się
- Cześć Daniel, jak się masz? – odparła romantycznie ślizgonka uśmiechając się do jednego z chłopaków.
- Agnes mamy do pogadania – pociągnęła dziewczynę za rękaw Alice i zaprowadziła do kąta – Co my tu do jasnej cholery robimy.
- Daniel mi napisał, że jest u Dracona, i było by miło gdy byśmy przyszły. To był świetny pomysł nie sądzisz?
- Sądzę? Nienawidzę Malfoya, dało ci to coś do zrozumienia?
- Zrób to dla mnie PROSZĘ! Błagam cię, przynajmniej godzinę, góra dwie. Wiesz ile Danielek dla mnie znaczy
- Mam się męczyć z Malfoyem dwie godziny?! To niewykonalne – zaprzeczyła dziewczyna
- Zrobię wszystko, wszystko! – powiedziała po chwili. Alice bacznie przyjrzała się koleżance i zmrużyła oczy
- Wszystko?
- Wszystko!
- Daje ci dwie godziny, później zmywamy się do domu – zakończyła i skierowała się w kierunku kolegów. Przez najbliższe dwie godziny Agnes chodziła z Danielem po całym dworze, rozmarzona i cały czas śmiejąca się z żartów chłopaka. Za to Alice wraz z Draconem, któremu także ta propozycja pasowała, trzymali się od siebie jak najdalej. Malfoy, po zwiedzeniu całego domu, aby pokazać jaki jest bogaty, ukazał im swoją kolekcję miotłem do gry w Quidditcha. Jako iż Meredith uwielbiała Quidditcha tak samo jak David, chwyciła do ręki Nimbusa i poszybowała w górę. Nie mając wyboru, koleżanka także chwyciła jakąś przypadkową miotłę i poleciała za przyjaciółką. Po krótkiej chwili czworo koleżeństwa latało po całym boisku gnając za tłuczkami i zniczem. Po godzinie ścigania się, zmęczeni padli na trawę śmiejąc się.
- Domagam się rewanżu! Malfoy rozumiesz że przegraliśmy z laskami? – powiedział Daniel
- Przegraliśmy dlatego, iż nie było rozgrzewki – jęknął ponuro masując obolałą szyję
- Alice, mówiłaś że nie lubisz Quidditcha, a grasz w niego świetnie – włączyła się do dyskusji Agnes
- Nie lubię, ale to nie znaczy że nie umiem w niego grać – uśmiechnęła się szyderczo i rzuciła do góry znicz, który po chwili odleciał z szybkością błyskawicy.
- Dracon, nie mówiłeś że będziesz miał dziś aż tylu gości – powiedział ktoś za nimi. Z twarzy Agnes i Daniela znikł uśmiech, a w oczach Dracona pojawił się strach. Dziewczyna odwróciła się z wahaniem, i zobaczyła za sobą Lucjusza. Mężczyzna stał wyprostowany, i patrzył nerwowo na syna. W ręku trzymał laskę, którą przerzucał od ręki do ręki.
- Ojcze, znasz Alice i Agnes – stęknął strachliwie młody Malfoy i wskazał na koleżanki
- Ach, panna Dumbledore i Meredith. To za urocze spotkanie. Rozumiem że zaproszenia do was dotarły? – spytał po chwili
- Yhy – przytaknęły razem i odsunęły się od ojca kolegi
- Jestem zaszczycony, że będziesz towarzyszyła mojemu synowi – powiedział i przysunął do siebie chłopaka
- Alice, musimy już iść – wtrąciła się Agnes i pociągnęła koleżankę za rękaw.
- Draco, odprowadź koleżanki do bramy. Okaż trochę dyscypliny.
- Tak ojcze – rzekł i udał się w kierunku wyjścia. Dziewczyny nawet nie śmiały się odwrócić.
***
Ogień w kominku powoli gasł. Alice siedziała skulona przed kominkiem przewracając kartki księgi zielarstwa. David urzędował w kuchni, poszukując składników na eliksir, który jak pisało w podręczniku, dawał niezmierną szybkość czarodziejowi. Natomiast Agnes krzątała się między rodzeństwem, nie mając nic do roboty. - Nudzi mi się! – nagle krzyknęła na cały dom
- Zgadnij gdzie ja to mam – odparł chłopak i wlał do kociołka trzy krople krwi goblina
- Zróbmy coś. Ponabijajmy się z mugoli, wyczarujmy coś, no cokolwiek!
- Nie mam ochoty. Mogłabyś mi pomóc
- David, nienawidzę eliksirów, także znasz moją odpowiedź.
- W ogóle po co do nas przyjechałaś? – dołączyła się do rozmowy Alice, odkładając księgę na półkę.
- Mamę wezwali do Ministerstwa Magii
- I? – dalej dążyła do odpowiedzi Alice
- I kazała mi się spakować, i pojechać do was. – wymamrotała pod nosem.
Dziewczyna spojrzała znad okularów na koleżankę i poprawiła grzywkę. Meredith nie była najlepszą kłamczuchą. Aktualnie nerwowo rozglądała się po pokoju szukając sobie zajęcia. Brat spojrzał na siostrę i zabrał swoje ,,zabawki” do własnego pokoju. Bliźniaczka podniosła się z miejsca i złapała przyjaciółkę za rękę
- Agnes co jest? – spytała kierując się z nią do salonu
- Słuchaj, wiele się teraz dzieje rzeczy… Matka nie pozwoliła mi iść do Hogwartu…
- Jak to? Jakie rzeczy? Co się dzieje? – spytała z zdziwieniem
- Alice to ty nic nie wiesz?
- Ale o czym mam wiedzieć?
- Mistrzostwa Świata w Qudditchu!
- Nie zaczynaj o nich. David cały zeszły tydzień ubolewał, że wuj nie pozwolił mu iść na nie.
- Wy nic nie wiecie… - szepnęła i spojrzała w oczy czarodziejki – Słuchaj… Po mistrzostwach… Na niebie ukazał się mroczny znak. Wiesz chyba co to znaczy… Mama przez to w ogóle nie wychodziła z pracy, tyle miała z tym problemów. Niektórzy wierzą że… Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać powrócił… Myślałam że wiesz.
- Co? – szepnęła i po chwili oparła się o ścianę. – To niemożliwe. Dumbledore by nam powiedział… Ale to znaczy…
- Słuchaj, ale to nie jest potwierdzone że on wrócił. Może to jakiś wybryk, albo sprośny żart…
- Agnes cholera czy ty słyszysz samą siebie?! Kto dla żartów ukazał by na niebie mroczny znak?! Ty w ogóle wiesz ile trzeba siły aby coś takiego zrobić? Tylko śmierciożerca może coś takiego ukazać! – krzyknęła i odwróciła się w kierunku okna. – Idź do Davida. Opowiedz mu to. Ja muszę coś przemyśleć.
Kiedy dziewczyna znikła z jej oczu, podbiegła do regału i wyciągnęła czysty papier z piórem i kałamarzem. Postawiła wszystko na stole, i po chwili gwizdnęła na cały dom. Po minucie w salonie ukazała się Army. Czarodziejka machnęła na nią ręką, i umoczyła pióro w kałamarzu.
Dlaczego nam nie powiedziałeś o mrocznym znaku na niebie po mistrzostwach Qudditcha?
Czy miało to być związane z zakazem pójścia Davida na mistrzostwa?
Przyrzekałeś nam, że będziesz zawsze odpowiadał na każde nasze pytanie.
Oczekuję jak najszybszej odpowiedzi
Alice.
Przeczytała kilka razy treść papirusu, i zwinęła go w rulonik. Wyjęła z szuflady przypadkową wstążkę i przywiązała rulon do szpony Army.
- Wiesz do kogo . – szepnęła sowie do ucha i otworzyła okno. Ptak wzbił się w powietrze i wyleciał na zewnątrz. Kiedy znikł z pola widzenia, do pokoju wpadł David a za nim Agnes trzęsąc się
- Zabije go – warknął i walnął pięścią w stół.
- Weź się zamknij bo przykro słuchać – odparła subiektywnie siostra – Też jestem wściekła, ale może zostawmy ten temat. Napisałam do niego, może nam coś wyjaśni w liście. Na razie zajmijmy się tą ucztą u Malfoyów a potem się zobaczy.
- Może lepiej nie idźcie na tą ucztę. – wtrąciła się Agnes
- Coś ty. Nie mogę przegapić miny Parkinson kiedy mnie zobaczy u boku Malfoya – uśmiechnęła się blado i spojrzała za okno.
~~~~~
Przepraszam was, że tak późno ukazał się kolejny rozdział, lecz nie miałam weny, szkoła, brak dostępu do komputera itd. ^^ Bardzo proszę także o jakieś uwagi, ponieważ no nie za bardzo jakoś pisało mi się ten rozdział i chętnie posłuchała bym uwag dotyczących pisania ;] Pozdrawiam! Alice.
wtorek, 4 września 2012
Rozdział I Zakazana Księga
Alice otworzyła oczy. Nie zdawała sobie sprawy, że za kilka dni jedzie do Hogwartu. W jej głowie panował chaos przez nieokiełznane rzeczy i wydarzenia. Będzie cały rok w Hogwarcie, i ani chwili w mugolskim świecie. Wreszcie będzie spędzała czas z Agnes, prześladowała Parkinson, oraz w końcu dozwolony dostęp do wszystkich ksiąg w bibliotece. Pozna zakamarki swojego dormitorium oraz Gryffindoru. Z racji tego, że brat jest w innym domy, a ona musi mieć do niego dostęp będzie go odwiedzała w dormitorium Gryffonów. Dostała już pozwolenie od wuja, że może w każdej chwili odwiedzić brata, i żaden Gryfon nie zrobi jej krzywdy, lub tym podobne. Oczywiście działało to w obie strony. To było magiczne. Łzy dziewczyny przed trzech lat, wreszcie okazały się słuszne. Jedzie do Hogwartu, i pozna tajemnice rodziców, których wuj nie chciał jej wyjawić. Fantazję dziewczyny przerwał głośny huk dobiegający z kuchni. Czarodziejka poderwała się z łóżka i pobiegła schodami na dół. Jej oczom ukazał się David stojący na taborku, a pod nim zaczarowana księga, trzepocząca kartkami.
- Wiedziałam że będziesz ruszał moich ksiąg! – zatriumfowała i zaśmiała się złowieszczym śmiechem.
- Dobra PRZEPRASZAM! Lepiej? Weź proszę cię zrób coś z tym! – powiedział ze strachem i wszedł na stół.
Alice chwyciła różdżkę i szepnęła kilka słów pod nosem. Po chwili księga jak by nigdy nic leżała pod taborkiem, nie ruszając się i nie warcząc.
- Miałaś dzielić ze mną księgi! – warknął na Alice i ostrożnie zszedł
- Dzielę, ale niektóre są na wyłączność, rozumiesz? – syknęła i odłożyła tom na półkę – Zbieraj się, musimy odwiedzić ulicę Pokątną. Wiesz już na co przeznaczysz dodatkowe pieniądze?
- Oczywiście że na Nimbusa Dwa Tysiące Dwa. Będę lepszym ścigającym od Pottera. A ty?
- Jeszcze nie wiem – mruknęła i skierowała się do pokoju. Dumbledore’owie byli bogaci. Choć nie było widać, w banku Gringotta, w odpowiedniej krypcie leżał stos złotych i srebrnych monet. Oczywiście, bliźniaki zawsze chcieli mieć przy sobie pieniądze, lecz surowy stryj, zakazał im jakiego kol wiek kontaktu z majątkiem. Kiedy będą mieli odpowiedni wiek, przekaże im w której krypcie jest olbrzymia fortuna. Rzecz jasna, bliźniaki mieli wszystko nowe, a dodatkowo co roku mogli wybrać sobie dodatkowy przedmiot. David kochał Quidditcha więc bez namysłu wybrał miotłę. Alice miała zawsze trudny wybór. Gdy była mała, zakupywała różne eliksiry, które ładnie świecą i migoczą. Dotąd na półce dziewczynki stały żarzące się w słońcu buteleczki. Jednak od dłuższego czasu kupowała różne dodatkowe księgi, które raz na rok wyciągała, aby się za bardzo nie zakurzyły. Tym razem jednak czarodziejka chciała kupić sobie coś pożytecznego, czego by ciągle używała. Bliźniaczka oderwała się od myśli i narzuciła na siebie pelerynę o kolorze zgniłej trawy. David w międzyczasie szukał w kredensie proszku Fiuu. Po kilku minutach stanęli obok kominka i nałożyli na dłoń połyskujący proszek. Brat, okazał się być dżentelmenem i puścił siostrę pierwszą. Dziewczyna pomyślała w myślach odpowiedni kominek na pokątnej i wyrecytowała w myślach nazwę. Nie minęła zaledwie sekunda, kiedy zjawiła się w sklepie pana Olivandera. Kiedy się odwróciła zza lady wyłonił się staruszek, z uśmiechniętą miną.
- Alice Dumbledore! Cóż za zaszczyt! Zdawało mi się że ty kupiłaś już różdżkę… Tak, tak pamiętam dwanaście cali, z popiołu feniksa oraz krwi jednorożca… Pamiętam jak by to było wczoraj kiedy spotkałem to biedne zwierzę w lesie… No gdy by nie taka okazja, twoja różdżka by była beznadziejna… No ale…
- Tak też się cieszę że pana widzę – przerwała mu gorączkując się. – Wybaczy pan, ale zjawiłam się tu z swojego domu, aby zakupić inne rzeczy do szkoły.
- Ach tak tak… Pamiętam – kontynuował dalej pan Olivander ale dziewczyna czmychnęła czym prędzej. Kiedy wyszła na ulicę poszukując Davida, niestety zobaczyła jak ten wychodzi cały w kurzu z opuszczonego dawno sklepu.
- Jak ty chcesz być czarodziejem jak zwykłym proszkiem Fiuu nie umiesz się posłużyć – skarciła go
- Skończ. To jak co roku? Spotykamy się w dziurawym kotle za dwie godziny jasne?
- Jasne jak słońce – odparła i skierowała się w kierunku Esów i Floresów. Po krótkiej chwili rozglądania się na tłum wyjęła z peleryny małą karteczkę. Bez pośpiechu skierowała się do sklepu z pierwszą żądaną rzeczą do Hogwartu. Dziewczyna spędziła tak całą godzinę patrząc ukradkiem na listę i kierując się do wybranego sklepu. Po wytrwałych zakupach i noszeniu wielu toreb z rzeczami usiadła na schodach Gringotta. Mogła tam siedzieć godzinami. Kiedy była mała zawsze stryj zostawiał ją z Davidem na schodach, aby nie dowiedzieli się w której krypcie jest ich spadek. Oni nie jeszcze nie widzieli w tym nic złego i korzystając z okazji śmiali się z zakłopotanych rodziców młodych czarodziei, którzy nie wiedzieli gdzie kupić pożądaną rzecz do Hogwartu. Wpatrując się w oddal, tuż przed nią usiadło dwóch mężczyzn. Jeden trzymał tęgą księgę na kolanach, a drugi obserwował czy nie zwracają na siebie zbyt wielkiej uwagi.
- Słuchaj, lepiej jej tu nie otwierajmy to może być niebezpieczne – syknął jeden
- Nie możemy nigdzie indziej jej otworzyć jak tu, jak byśmy ją otworzyli gdzie indziej zaraz by nas znaleźli – warknął drugi i przyłożył rękę do okładki
- Szkoda, że nie dali nam tomu Śmierciożercy, a tak musimy przegrzebywać tą starą encyklopedie! – odparł znów pierwszy i szturchnął kolegę – O nie! Idzie Lucjusz Malfoy! Zwijamy się zaraz będzie chciał wiedzieć skąd to mamy i na pewno nam to zabierze!
- Szybko schowaj ją za siebie – kazał tamten i powoli skierowali się w tłum ludzi. Dziewczyna podniosła wzrok. Lucjusz Malfoy kroczył z laską do banku, a za nim dumnie i z podniesioną głową szedł jego syn. Dracon Malfoy. Mężczyzna skinął głową na dwóch typków, którzy za plecami chowali książkę. Jednak dziewczyna zapomniała już o dziwnej sytuacji, i z zakłopotaniem szukała pomocy, aby ukryć się przed Draconem.
- Zostań tu. Zajmie mi to chwilę – rozkazał pan Malfoy a Draco przytaknął głową. Dziewczyna nie śmiała na niego nawet spojrzeć. Miała nadzieję że jej nie zauważy, lecz było to daremne.
- Witaj Alice – usłyszała i podniosła głowę.
- Cześć Draco. Widzę że dalej trzymasz się nogawki ojca
- Alice, Alice… Nic się nie zmieniłaś. Dalej pyskata i urocza.
- Malfoy, nie mów na mnie urocza bo zaraz zwymiotuję. Mam nadzieję że będziesz się trzymał ode mnie z daleka w Hogwarcie.
- Cóż, niestety nie. Słyszałem że przyjaźnisz się z Agnes, a tą szmatę lubi niestety Daniel – rzucił i spojrzał jej prosto w oczy. Czarodziejka, niestety nie umiała kryć swoich uczuć, więc po chwili stała z chłopakiem oko w oko trzymając go za kołnierz
- Posłuchaj mnie lalusiu. Jeśli jeszcze raz usłyszę że obrażasz moich przyjaciół pożałujesz tego. Wiesz że znam zaklęcia niewybaczalne i mogę właśnie na tobie je użyć
- Nie możesz – jęknął – Pójdziesz siedzieć do Azkabanu
- To stamtąd wyjdę i cię znajdę – szepnęła i puściła go, kiedy kątem oka spostrzegła pana Malfoya wychodzącego z budynku.
- Miło było się z tobą przywitać Dracon. A, i mam nadzieję że się jeszcze spotkamy – dodała słodko i skierowała się w kierunku Dziurawego Kotła.
- O czym rozmawialiście? – spytał Lucjusz syna.
- O szkole –odparł krótko Draco gładząc kołnierz.
- Błagam opowiedz mi to jeszcze raz! – nalegał David biorąc łyk soku dyniowego.
- Już ci to opowiadam po raz piąty! Ale ubiera się jak jegomość, bo wyczułam że ma kołnierz z kaszmiru – odparła i po chwili rodzeństwo znów śmiało się do rozpuku. Po przemyślaniu dość dziwnym i wesołym wydarzeniu, przypomniała sobie dwóch kolesi. Zwracając uwagę na Dracona, zapomniała w którą stronę się udali. Spojrzała prze okno na księgarnię Esy i Floresy. Tam znajdywała wszystkie księgi, lecz bała się co odpowie jeśli jakiś dorosły zobaczy że spędza czas w księgach zakazanych. David zauważył tęgą minę siostry i spojrzał na nią uważnie.
- Co się dzieje?
- Muszę iść do księgarni. Ale będzie mi potrzebne zamieszenie. I to dość sporawe.
- Nie spytam po co, bo zaraz powiesz że to nie moja sprawa, ale za to co zrobiłaś temu głąbowi jakoś ci pomogę – odparł wesoło
- Ale ty nie wystarczysz… Potrzebuję… - przerwała i spojrzała na wejście. W drzwiach ukazali się bliźniacy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i gestem ręki zawołała bliźniaków.
- Hej – przywitała się i dała każdemu po całusie w policzek – Z nieba mi spadliście.
- Zawsze jak mi schlebiasz czegoś chcesz – zasugerował Fred i przymrużył oczy.
- Potrzebne mi zamieszanie w księgarni. Muszę zobaczyć książkę więc wiecie…
- A co będziemy z tego mieli? – chytrze spytał George
- Zaczaruję miotły ślizgonów, aby przegrali mecz z Gryffonami – szepnęła mu na ucho. Po minie bliźniaka, wiedziała że trafiła w sedno.
- Przekonałaś mnie – odparł wesoło i wstał z miejsca – Chodźcie chłopaki, czas zrobić coś nietypowego.
Alice stała obok stosu ksiąg o Czarnej Magii. Z niecierpliwością, wyczekiwała znaku, kiedy będzie mogła spokojnie pójść po tom. Wiedziała gdzie znajduje się dział z Zakazanymi Księgami lecz zawsze w takim przedziale znajdywała się jakaś pułapka. Namyślając jak może ją przeoczyć, przed drzwiami ukazał się dym i krzyk jednego z bliźniaków. Uśmiechnęła się do siebie i pomału wycofała się w głąb księgarni pomiędzy ludźmi wychodzącymi z niej. Szybkim krokiem skierowała się do przedziału z czarną tabliczką. Z lękiem weszła do przedziału. Jak na razie było spokojnie, bez żadnych zagadek. Lecz kiedy spojrzała na księgi zmieniła zdanie . Wszystkie księgi były takie same. Nie mogła wyciągać wszystkich po kolei, z racji tego że było ich chyba z milion, a dodatkowo czas pomału się kończył. Po namyśle, przypomniała sobie zaklęcie które uczył ją Snape. Zaklęcie służyło do wyszukiwania danej rzeczy w miejscu. Wyciągnęła różdżkę z kieszeni i machnęła nią zgodnie z ruchem zegara. Pod napływem myśli, które ukazywały księgę mężczyzn myślała o śmierciożercach. I to poskutkowało. Na samym szczycie regału, po woli wyciągała się duża czarna księga. Jednak zaklęcie potrzebowało dużej koncentracji, a słysząc krzyk sprzedawczyni zmieniła myśli i książka spadła z samej góry na posadzkę z hukiem. Była cała w kurzu, lecz wystarczyło lekkie dmuchnięcie, i na okładce ukazał się tytuł Śmierciożercy ze złotych liter. Pierwszy raz jakie kol wiek zaklęcie Snape przydało jej się w życiu codziennym. Z ostatniej strony zwisała mała karteczka przyczepiona na sznureczek. Spojrzała na cenę książki. Jeśli miała coś takiego zrobić, musiała zapłacić za dany przedmiot. Kiedy jednak odczytała z małej karteczki napis 50 galeonów mina jej skwaśniała, ale jak mus to mus. Po chwili do przedziału wpadł jeden z bliźniaków pokazując gestami aby się pośpieszyła. Alice szybko ukryła wielką księgę w torbie, a także wyjęła z niej woreczek z pieniędzmi. Wychodząc z przedziału, obejrzała się. Wszystkie księgi pomału zamieniały się w przyzwoity kolor i wielkość. Wychodząc rzuciła na ladę woreczek z galeonami.
- Oby tylko nie dało się zidentyfikować za którą księgę ta zapłata – pomyślała i ukradkiem wyszła na zewnątrz.
Siedzieli we czworo wokół księgi. Alice, David, Fred i George. Każdy chciał wiedzieć to co za księga i co robi. Znajdowali się już w willi rodzeństwa Dumbledore, a wszystkie okna były zasłonięte ciemnymi roletami. Kiedy czarodziejka już miała otworzyć księgę przypomniało jej się to co mówił ów mężczyzna na Pokątnej
- Stop! – krzyknęła – Nie otwierajmy jej. Ten mężczyzna mówił że wolno ją tylko otwierać w magicznym miejscu. Inaczej ktoś dowie się gdzie jest ta księga.
- No to gdzie mamy ją otworzyć? – spytał niecierpliwie George
- Eureka! Przecież w Hogwarcie możemy ją otworzyć! – zawołał David i spojrzał na siostrę – Mówił że w Magicznym Miejscu tak? Tak, a Hogwart jest magiczny
- Ale mówił że tylko na Pokątnej mogą ją otworzyć. – odparła
- Ale oni nie chodzą już przecież do szkoły, więc nie mogą ją tam otworzyć – zdiagnozował Fred i uniósł się z miejsca. – George idziemy. Powiedzieliśmy mamie, że przyjdziemy do was tylko na chwilę pomóc odnieść zakupione rzeczy.
- Ale jest problem. Gdzie my otworzymy tą księgę? – spytał George.
- Coś się wymyśli. Na razie zostawmy to tak jak jest. Trzymajcie się. Mam nadzieję że odwiedzicie nas jeszcze w Norze przed rozpoczęciem roku? – zapytał Fred
- Oczywiście! – krzyknęła dziewczyna i pomachała im ręką na pożegnanie.
- Schowaj ją u siebie – rozkazała Alice – Dumbledore wie że lubię takie rzeczy i przeszukuję mi pokój raz na tydzień, a tobie nie.
- Będziemy mieć przez ciebie kłopoty.
- Kłopoty? Proszę cię, kupiłam zakazaną księgę za 50 galeonów, a dodatkowo mam szlaban na zakazane księgi. Raczej ja tylko tu będę miała kłopoty.
~~~~
Rozdział trochę poprawiony. Zmieniłam lekko teorię ale ogólnie niczym się nie różni ^^ Na następny rozdział myślę że trochę poczekacie, ale cóż :D
- Wiedziałam że będziesz ruszał moich ksiąg! – zatriumfowała i zaśmiała się złowieszczym śmiechem.
- Dobra PRZEPRASZAM! Lepiej? Weź proszę cię zrób coś z tym! – powiedział ze strachem i wszedł na stół.
Alice chwyciła różdżkę i szepnęła kilka słów pod nosem. Po chwili księga jak by nigdy nic leżała pod taborkiem, nie ruszając się i nie warcząc.
- Miałaś dzielić ze mną księgi! – warknął na Alice i ostrożnie zszedł
- Dzielę, ale niektóre są na wyłączność, rozumiesz? – syknęła i odłożyła tom na półkę – Zbieraj się, musimy odwiedzić ulicę Pokątną. Wiesz już na co przeznaczysz dodatkowe pieniądze?
- Oczywiście że na Nimbusa Dwa Tysiące Dwa. Będę lepszym ścigającym od Pottera. A ty?
- Jeszcze nie wiem – mruknęła i skierowała się do pokoju. Dumbledore’owie byli bogaci. Choć nie było widać, w banku Gringotta, w odpowiedniej krypcie leżał stos złotych i srebrnych monet. Oczywiście, bliźniaki zawsze chcieli mieć przy sobie pieniądze, lecz surowy stryj, zakazał im jakiego kol wiek kontaktu z majątkiem. Kiedy będą mieli odpowiedni wiek, przekaże im w której krypcie jest olbrzymia fortuna. Rzecz jasna, bliźniaki mieli wszystko nowe, a dodatkowo co roku mogli wybrać sobie dodatkowy przedmiot. David kochał Quidditcha więc bez namysłu wybrał miotłę. Alice miała zawsze trudny wybór. Gdy była mała, zakupywała różne eliksiry, które ładnie świecą i migoczą. Dotąd na półce dziewczynki stały żarzące się w słońcu buteleczki. Jednak od dłuższego czasu kupowała różne dodatkowe księgi, które raz na rok wyciągała, aby się za bardzo nie zakurzyły. Tym razem jednak czarodziejka chciała kupić sobie coś pożytecznego, czego by ciągle używała. Bliźniaczka oderwała się od myśli i narzuciła na siebie pelerynę o kolorze zgniłej trawy. David w międzyczasie szukał w kredensie proszku Fiuu. Po kilku minutach stanęli obok kominka i nałożyli na dłoń połyskujący proszek. Brat, okazał się być dżentelmenem i puścił siostrę pierwszą. Dziewczyna pomyślała w myślach odpowiedni kominek na pokątnej i wyrecytowała w myślach nazwę. Nie minęła zaledwie sekunda, kiedy zjawiła się w sklepie pana Olivandera. Kiedy się odwróciła zza lady wyłonił się staruszek, z uśmiechniętą miną.
- Alice Dumbledore! Cóż za zaszczyt! Zdawało mi się że ty kupiłaś już różdżkę… Tak, tak pamiętam dwanaście cali, z popiołu feniksa oraz krwi jednorożca… Pamiętam jak by to było wczoraj kiedy spotkałem to biedne zwierzę w lesie… No gdy by nie taka okazja, twoja różdżka by była beznadziejna… No ale…
- Tak też się cieszę że pana widzę – przerwała mu gorączkując się. – Wybaczy pan, ale zjawiłam się tu z swojego domu, aby zakupić inne rzeczy do szkoły.
- Ach tak tak… Pamiętam – kontynuował dalej pan Olivander ale dziewczyna czmychnęła czym prędzej. Kiedy wyszła na ulicę poszukując Davida, niestety zobaczyła jak ten wychodzi cały w kurzu z opuszczonego dawno sklepu.
- Jak ty chcesz być czarodziejem jak zwykłym proszkiem Fiuu nie umiesz się posłużyć – skarciła go
- Skończ. To jak co roku? Spotykamy się w dziurawym kotle za dwie godziny jasne?
- Jasne jak słońce – odparła i skierowała się w kierunku Esów i Floresów. Po krótkiej chwili rozglądania się na tłum wyjęła z peleryny małą karteczkę. Bez pośpiechu skierowała się do sklepu z pierwszą żądaną rzeczą do Hogwartu. Dziewczyna spędziła tak całą godzinę patrząc ukradkiem na listę i kierując się do wybranego sklepu. Po wytrwałych zakupach i noszeniu wielu toreb z rzeczami usiadła na schodach Gringotta. Mogła tam siedzieć godzinami. Kiedy była mała zawsze stryj zostawiał ją z Davidem na schodach, aby nie dowiedzieli się w której krypcie jest ich spadek. Oni nie jeszcze nie widzieli w tym nic złego i korzystając z okazji śmiali się z zakłopotanych rodziców młodych czarodziei, którzy nie wiedzieli gdzie kupić pożądaną rzecz do Hogwartu. Wpatrując się w oddal, tuż przed nią usiadło dwóch mężczyzn. Jeden trzymał tęgą księgę na kolanach, a drugi obserwował czy nie zwracają na siebie zbyt wielkiej uwagi.
- Słuchaj, lepiej jej tu nie otwierajmy to może być niebezpieczne – syknął jeden
- Nie możemy nigdzie indziej jej otworzyć jak tu, jak byśmy ją otworzyli gdzie indziej zaraz by nas znaleźli – warknął drugi i przyłożył rękę do okładki
- Szkoda, że nie dali nam tomu Śmierciożercy, a tak musimy przegrzebywać tą starą encyklopedie! – odparł znów pierwszy i szturchnął kolegę – O nie! Idzie Lucjusz Malfoy! Zwijamy się zaraz będzie chciał wiedzieć skąd to mamy i na pewno nam to zabierze!
- Szybko schowaj ją za siebie – kazał tamten i powoli skierowali się w tłum ludzi. Dziewczyna podniosła wzrok. Lucjusz Malfoy kroczył z laską do banku, a za nim dumnie i z podniesioną głową szedł jego syn. Dracon Malfoy. Mężczyzna skinął głową na dwóch typków, którzy za plecami chowali książkę. Jednak dziewczyna zapomniała już o dziwnej sytuacji, i z zakłopotaniem szukała pomocy, aby ukryć się przed Draconem.
- Zostań tu. Zajmie mi to chwilę – rozkazał pan Malfoy a Draco przytaknął głową. Dziewczyna nie śmiała na niego nawet spojrzeć. Miała nadzieję że jej nie zauważy, lecz było to daremne.
- Witaj Alice – usłyszała i podniosła głowę.
- Cześć Draco. Widzę że dalej trzymasz się nogawki ojca
- Alice, Alice… Nic się nie zmieniłaś. Dalej pyskata i urocza.
- Malfoy, nie mów na mnie urocza bo zaraz zwymiotuję. Mam nadzieję że będziesz się trzymał ode mnie z daleka w Hogwarcie.
- Cóż, niestety nie. Słyszałem że przyjaźnisz się z Agnes, a tą szmatę lubi niestety Daniel – rzucił i spojrzał jej prosto w oczy. Czarodziejka, niestety nie umiała kryć swoich uczuć, więc po chwili stała z chłopakiem oko w oko trzymając go za kołnierz
- Posłuchaj mnie lalusiu. Jeśli jeszcze raz usłyszę że obrażasz moich przyjaciół pożałujesz tego. Wiesz że znam zaklęcia niewybaczalne i mogę właśnie na tobie je użyć
- Nie możesz – jęknął – Pójdziesz siedzieć do Azkabanu
- To stamtąd wyjdę i cię znajdę – szepnęła i puściła go, kiedy kątem oka spostrzegła pana Malfoya wychodzącego z budynku.
- Miło było się z tobą przywitać Dracon. A, i mam nadzieję że się jeszcze spotkamy – dodała słodko i skierowała się w kierunku Dziurawego Kotła.
- O czym rozmawialiście? – spytał Lucjusz syna.
- O szkole –odparł krótko Draco gładząc kołnierz.
- Błagam opowiedz mi to jeszcze raz! – nalegał David biorąc łyk soku dyniowego.
- Już ci to opowiadam po raz piąty! Ale ubiera się jak jegomość, bo wyczułam że ma kołnierz z kaszmiru – odparła i po chwili rodzeństwo znów śmiało się do rozpuku. Po przemyślaniu dość dziwnym i wesołym wydarzeniu, przypomniała sobie dwóch kolesi. Zwracając uwagę na Dracona, zapomniała w którą stronę się udali. Spojrzała prze okno na księgarnię Esy i Floresy. Tam znajdywała wszystkie księgi, lecz bała się co odpowie jeśli jakiś dorosły zobaczy że spędza czas w księgach zakazanych. David zauważył tęgą minę siostry i spojrzał na nią uważnie.
- Co się dzieje?
- Muszę iść do księgarni. Ale będzie mi potrzebne zamieszenie. I to dość sporawe.
- Nie spytam po co, bo zaraz powiesz że to nie moja sprawa, ale za to co zrobiłaś temu głąbowi jakoś ci pomogę – odparł wesoło
- Ale ty nie wystarczysz… Potrzebuję… - przerwała i spojrzała na wejście. W drzwiach ukazali się bliźniacy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i gestem ręki zawołała bliźniaków.
- Hej – przywitała się i dała każdemu po całusie w policzek – Z nieba mi spadliście.
- Zawsze jak mi schlebiasz czegoś chcesz – zasugerował Fred i przymrużył oczy.
- Potrzebne mi zamieszanie w księgarni. Muszę zobaczyć książkę więc wiecie…
- A co będziemy z tego mieli? – chytrze spytał George
- Zaczaruję miotły ślizgonów, aby przegrali mecz z Gryffonami – szepnęła mu na ucho. Po minie bliźniaka, wiedziała że trafiła w sedno.
- Przekonałaś mnie – odparł wesoło i wstał z miejsca – Chodźcie chłopaki, czas zrobić coś nietypowego.
Alice stała obok stosu ksiąg o Czarnej Magii. Z niecierpliwością, wyczekiwała znaku, kiedy będzie mogła spokojnie pójść po tom. Wiedziała gdzie znajduje się dział z Zakazanymi Księgami lecz zawsze w takim przedziale znajdywała się jakaś pułapka. Namyślając jak może ją przeoczyć, przed drzwiami ukazał się dym i krzyk jednego z bliźniaków. Uśmiechnęła się do siebie i pomału wycofała się w głąb księgarni pomiędzy ludźmi wychodzącymi z niej. Szybkim krokiem skierowała się do przedziału z czarną tabliczką. Z lękiem weszła do przedziału. Jak na razie było spokojnie, bez żadnych zagadek. Lecz kiedy spojrzała na księgi zmieniła zdanie . Wszystkie księgi były takie same. Nie mogła wyciągać wszystkich po kolei, z racji tego że było ich chyba z milion, a dodatkowo czas pomału się kończył. Po namyśle, przypomniała sobie zaklęcie które uczył ją Snape. Zaklęcie służyło do wyszukiwania danej rzeczy w miejscu. Wyciągnęła różdżkę z kieszeni i machnęła nią zgodnie z ruchem zegara. Pod napływem myśli, które ukazywały księgę mężczyzn myślała o śmierciożercach. I to poskutkowało. Na samym szczycie regału, po woli wyciągała się duża czarna księga. Jednak zaklęcie potrzebowało dużej koncentracji, a słysząc krzyk sprzedawczyni zmieniła myśli i książka spadła z samej góry na posadzkę z hukiem. Była cała w kurzu, lecz wystarczyło lekkie dmuchnięcie, i na okładce ukazał się tytuł Śmierciożercy ze złotych liter. Pierwszy raz jakie kol wiek zaklęcie Snape przydało jej się w życiu codziennym. Z ostatniej strony zwisała mała karteczka przyczepiona na sznureczek. Spojrzała na cenę książki. Jeśli miała coś takiego zrobić, musiała zapłacić za dany przedmiot. Kiedy jednak odczytała z małej karteczki napis 50 galeonów mina jej skwaśniała, ale jak mus to mus. Po chwili do przedziału wpadł jeden z bliźniaków pokazując gestami aby się pośpieszyła. Alice szybko ukryła wielką księgę w torbie, a także wyjęła z niej woreczek z pieniędzmi. Wychodząc z przedziału, obejrzała się. Wszystkie księgi pomału zamieniały się w przyzwoity kolor i wielkość. Wychodząc rzuciła na ladę woreczek z galeonami.
- Oby tylko nie dało się zidentyfikować za którą księgę ta zapłata – pomyślała i ukradkiem wyszła na zewnątrz.
Siedzieli we czworo wokół księgi. Alice, David, Fred i George. Każdy chciał wiedzieć to co za księga i co robi. Znajdowali się już w willi rodzeństwa Dumbledore, a wszystkie okna były zasłonięte ciemnymi roletami. Kiedy czarodziejka już miała otworzyć księgę przypomniało jej się to co mówił ów mężczyzna na Pokątnej
- Stop! – krzyknęła – Nie otwierajmy jej. Ten mężczyzna mówił że wolno ją tylko otwierać w magicznym miejscu. Inaczej ktoś dowie się gdzie jest ta księga.
- No to gdzie mamy ją otworzyć? – spytał niecierpliwie George
- Eureka! Przecież w Hogwarcie możemy ją otworzyć! – zawołał David i spojrzał na siostrę – Mówił że w Magicznym Miejscu tak? Tak, a Hogwart jest magiczny
- Ale mówił że tylko na Pokątnej mogą ją otworzyć. – odparła
- Ale oni nie chodzą już przecież do szkoły, więc nie mogą ją tam otworzyć – zdiagnozował Fred i uniósł się z miejsca. – George idziemy. Powiedzieliśmy mamie, że przyjdziemy do was tylko na chwilę pomóc odnieść zakupione rzeczy.
- Ale jest problem. Gdzie my otworzymy tą księgę? – spytał George.
- Coś się wymyśli. Na razie zostawmy to tak jak jest. Trzymajcie się. Mam nadzieję że odwiedzicie nas jeszcze w Norze przed rozpoczęciem roku? – zapytał Fred
- Oczywiście! – krzyknęła dziewczyna i pomachała im ręką na pożegnanie.
- Schowaj ją u siebie – rozkazała Alice – Dumbledore wie że lubię takie rzeczy i przeszukuję mi pokój raz na tydzień, a tobie nie.
- Będziemy mieć przez ciebie kłopoty.
- Kłopoty? Proszę cię, kupiłam zakazaną księgę za 50 galeonów, a dodatkowo mam szlaban na zakazane księgi. Raczej ja tylko tu będę miała kłopoty.
~~~~
Rozdział trochę poprawiony. Zmieniłam lekko teorię ale ogólnie niczym się nie różni ^^ Na następny rozdział myślę że trochę poczekacie, ale cóż :D
poniedziałek, 3 września 2012
Prolog.
Życie
jest magiczne. Dla niektórych dosłownie, dla mugoli z interpretacją. Każdy
pamięta tą chwilę, kiedy przylatuje sowa i przekazuje nowemu czarodziejowi list
z Hogwartu. I ten moment kiedy możemy zobaczyć minę dziecka płaczącego ze
szczęścia. Tak było również z bliźniakami Dumbledore. Alice i David. Oni
również cieszyli się że w końcu, chodź mnóstwo razy byli w Hogwarcie, posmakują
pozwolenia na bezgraniczne czarowanie. Lecz nie przyszło tak łatwo. Odkąd ich
rodzice zginęli, opiekował się jedynie nimi stary dyrektor, a dla nich wuj.
Albus Dumbledore. Z niewiadomych przyczyn kazał uczyć ich magii w domu. Rodzeństwo,
zostało już przyzwyczajone do nienormalnych zarządzań wuja, lecz to było
absurdalne. Każdy młody czarodziej musiał poznać smak błądzenia po korytarzach,
oraz jedzenia obiadu w Wielkiej Sali, według Alice. Kiedy usłyszała tą
wiadomość, pierwszy raz od śmierci matki i ojca płakała. Żądała wyjaśnień, lecz
stryj zawsze urywał rozmowę kończąc na tym, że poznają prawdę kiedy dorosną.
Dziewczyna nie chciała dorosnąć. Chciała wiedzieć teraz. Po kilku tygodniach płaczu
i siedzenia w zamkniętym pokoju, w końcu poddała się. David także. I tak minęły
trzy lata. Bliźniaki przyzwyczaiły się do nauczycieli, którzy nawet o piątej
rano zjawiali się w ich pokoju i kazali wyciągać podręczniki. Dziewczyna w
końcu, przekonała się że woli leżeć w łóżku i odpowiadać na zadane pytania
profesora, niż siedzieć w zimnej klasie, na drewnianym taborku i ziewać na
ględzenie nauczyciela. Jako, że byli bardzo wybitni, nauczyciele uczyli ich
więcej. Można tak nazwać, że byli o rok
do przodu od zwykłego czarodzieja na danym roku. Ogółem mówiąc podsumujmy to
tak. Codziennie rano koło ich domu przechodziło mnóstwo mugoli. I nie zdawali
sobie sprawy że właśnie w tym domu, mieszkają młodzi czarodzieje, do których codziennie
przylatywało około sześciu nauczycieli z bardzo daleka. To było piękne i
magiczne. Dzień za dniem przelewały się. Nadchodził kolejny rok ciężkiej nauki.
Alice siedziała w kuchni przeglądając księgę o magicznych zwierzętach, a David
pisał list do Rona, w którym wyjaśniał jak zaimponować innym w Quidditchu.
Nagle w kominku w salonie, błysnęło światło, i na środku pokoju ukazał się
Dumbledore. Dziewczyna nawet nie drgnęła, kiedy ten machnął różdżką i
odsłonił
wszystkie rolety.
- Przyzwyczaiłam się już do ciemności –
powiedziała i spojrzała z ukosa na wuja.
- Nic mnie to nie obchodzi, kiedy ja jestem
ma być jasno i przytulnie. – odparł z ignorancją – David! Chodź tu szybko muszę
wam coś przekazać.
- Potter wylatuje ze szkoły! – zawołał
radośnie i popatrzy na Albusa z nadzieją że ten przytaknie.
- Dlaczego tak go nie lubisz? – spytał
- Bo… Bo…
- Bo to on w pierwszym roku został szukającym
w drużynie, a biedny David nawet nie ma gdzie latać – dokończyła siostra i
uśmiechnęła się szczerze.
- Zamknij się – warknął i usiadł na szafce.
- No to może w tym roku, zostaniesz przyjęty
do drużyny.
- Ale jak to? – spytali bliźniaki równocześnie.
- Wraz z nauczycielami i innymi
czarodziejami z waszego roku,
uzgodniliśmy
że odtąd będziecie uczyć się w Hogwarcie.
- Dobre! O boże zawsze umiałeś nas
rozśmieszyć – zaśmiała się Alice i oparła się o stolik. Albus spojrzał na nią
znad szkiełek i uśmiechnął się smutno.
- Ty mówisz serio prawda? – spytał David
przestając się śmiać
- Tak. Mówię serio.
- A co będzie z naszą nauką? Wiesz że
jesteśmy rok do przodu! A domy? W którym domu będziemy? – zaczęła zadawać
pytanie jak opętana dziewczyna.
- Omówiłem już to z nauczycielami.
Oczywiście będziecie razem ze swoim rocznikiem i tak dalej, ale nauczyciele
będą zadawali wam trudniejsze pytania do waszego poziomu. A domy, no cóż
przecież przywiozłem do was Tiarę Przydziału, pamiętacie? Alice jak pamiętam
jesteś
w…
- W Slytherinie – dokończyła i uśmiechnęła
się blado.
- A ty David w Gryffindorze, więc nie masz
powodu do niezadowolenia. – dokończył i
skierował się w stronę kominka.
- Wujku, powiedz proszę że żartujesz. Nie
chcę być w tym samym domu wraz z Potterem! – wrzasnął i kopnął w drzwi.
- Ciebie ciężko zadowolić. A ty Alice, jak reagujesz na moją wypowiedź? – ignorując
Davida spytał dziewczynę.
- No cóż, nie jestem szczęśliwa że będę w
domu z Malfoyem i Parkinson ale mam Agnes. – podsumowała i uśmiechnęła się.
- Bierz przykład z siostry – odparł dyrektor
i zniknął w smudze światła.
- Jak dobrze pamiętam masz słabość do
blondynów. – powiedział po chwili chłopak.
- No dalej mam, ale co z tego?
- Malfoy jest blondynem jak dobrze pamiętam…
- Hmmm… Masz rację. Przefarbuję go na
bruneta – odparła i po chwili w całym domu można było usłyszeć śmiech
rodzeństwa.
~~~
Mam nadzieję że moja historia z innej strony HP was zaciekawi :D Myślę że rozdziały będą ukazywały się raz na tydzień ^^ Miłej lektury ~Alice
Bohaterowie.
Bohaterowie :
Alice Nadia Dumbledore – córka Kornelii i Jeremiego Dumbledore.
Dziewczyna o wesołym charakterze i dobrym sercu.Jednakże, sprytna i chytra co
Tiara Przydziały spostrzegła i przydzieliła ją do Slytherinu. Nienawidzi
Quidditcha, oraz Pansy Parkinson. Przyjaźni się z Agnes Meredith, a po dłuższym
czasie także z Draco Malfoyem. Uwielbia czytać, robić sprośne żarty z Fredem i
George’em, oraz robić to czego nie wolno. Jako jedyna, przyjaźni się z innymi
czarodziejami z innych domów. Ma długie blond włosy spięte najczęściej w koński
ogon, a także trzymane przez opaskę w barwach Slytherinu. Zielone oczy widnieją
przez czarne oprawki jej okularów.
Uwielbia wsadzać nos w nieswoje sprawy, co czasem dla niej jest
negatywne.
David Eric Dumbledore – syn Kornelii i Jeremiego
Dumbledore. Chłopak o surowej minie, ale otwartym sercem dla wszystkich. Kocha
swoją siostrę całym sercem, dlatego często wdaję się w bójki ze ślizgonami.
Kocha Quidditch, łamanie zasad, oraz robienie żartów profesor McGonagall. Jest
brunetem, z brązowymi oczami, przez co każda dziewczyna chce z nim flitować.
Nienawidzi Pottera, ale przyjaźni się z Ronem Weasleyem.
Agnes Meredith – przyjaciółka Alice. Wychowuję ją
tylko matka, od kiedy ojciec je porzucił. Dziewczyna o zabawnym charakterze i
ciekawości. Ślizgonka. Przyjaźni się z Alice, kiedy ta przyjechała na
zakończenie pierwszego roku. Szatynka jest śledzona oczami chłopców, lecz ta
zakochana jest w koledze z tego samego domu Danielu Flytcheru.
Daniel Flytcher – przyjaciel Dracona Malfoya. Jest chytry
i przebiegły, uwielbia prześladować Pottera i Weasleya. Lubi Agnes, lecz nie
chcę pokazywać to na sobie. Kiedy
poznaje Alice zmienia się i zaczyna uruchamiać w sobie uczucia.
Oraz inni bohaterowie sagi Harry
Potter.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)