wtorek, 4 września 2012

Rozdział I Zakazana Księga

Alice otworzyła oczy. Nie zdawała sobie sprawy, że za kilka dni jedzie do Hogwartu. W jej głowie panował chaos przez nieokiełznane rzeczy i wydarzenia. Będzie cały rok w Hogwarcie, i ani chwili w mugolskim świecie. Wreszcie będzie spędzała czas z Agnes, prześladowała Parkinson, oraz w końcu dozwolony dostęp do wszystkich ksiąg w bibliotece. Pozna zakamarki swojego dormitorium oraz Gryffindoru. Z racji tego, że brat jest w innym domy, a ona musi mieć do niego dostęp będzie go odwiedzała w dormitorium Gryffonów. Dostała już pozwolenie od wuja, że może w każdej chwili odwiedzić brata, i żaden Gryfon nie zrobi jej krzywdy, lub tym podobne. Oczywiście działało to w obie strony. To było magiczne. Łzy dziewczyny przed trzech lat, wreszcie okazały się słuszne. Jedzie do Hogwartu, i pozna tajemnice rodziców, których wuj nie chciał jej wyjawić. Fantazję dziewczyny przerwał głośny huk dobiegający z kuchni. Czarodziejka poderwała się  z łóżka i pobiegła schodami na dół. Jej oczom ukazał się David stojący na taborku, a pod nim zaczarowana księga, trzepocząca kartkami.
   - Wiedziałam że będziesz ruszał moich ksiąg! – zatriumfowała i zaśmiała się złowieszczym śmiechem.
   - Dobra PRZEPRASZAM! Lepiej? Weź proszę cię zrób coś z tym! – powiedział ze strachem i wszedł na stół.
Alice chwyciła różdżkę i szepnęła kilka słów pod nosem. Po chwili księga jak by nigdy nic leżała pod taborkiem, nie ruszając się i nie warcząc.
   - Miałaś dzielić ze mną księgi! – warknął na Alice i ostrożnie zszedł
   - Dzielę, ale niektóre są na wyłączność, rozumiesz? – syknęła i odłożyła tom na półkę – Zbieraj się, musimy odwiedzić ulicę Pokątną. Wiesz już na co przeznaczysz dodatkowe pieniądze?
   - Oczywiście że na Nimbusa Dwa Tysiące Dwa. Będę lepszym ścigającym od Pottera. A ty?
   - Jeszcze nie wiem – mruknęła i skierowała się do pokoju. Dumbledore’owie byli bogaci. Choć nie było widać, w banku Gringotta, w odpowiedniej krypcie leżał stos złotych i srebrnych monet. Oczywiście, bliźniaki zawsze chcieli mieć przy sobie pieniądze, lecz surowy stryj, zakazał im jakiego kol wiek kontaktu z majątkiem. Kiedy będą mieli odpowiedni wiek, przekaże im w której krypcie jest olbrzymia fortuna. Rzecz jasna, bliźniaki mieli wszystko nowe, a dodatkowo co roku mogli wybrać sobie dodatkowy przedmiot. David kochał Quidditcha więc bez namysłu wybrał miotłę. Alice miała zawsze trudny wybór. Gdy była mała, zakupywała różne eliksiry, które ładnie świecą i migoczą. Dotąd na półce dziewczynki stały żarzące się w słońcu buteleczki. Jednak od dłuższego czasu kupowała różne dodatkowe księgi, które raz na rok wyciągała, aby się za bardzo nie zakurzyły. Tym razem jednak czarodziejka chciała kupić sobie coś pożytecznego, czego by ciągle używała.  Bliźniaczka oderwała się od myśli i narzuciła na siebie pelerynę o kolorze zgniłej trawy. David w międzyczasie szukał w kredensie proszku Fiuu. Po kilku minutach stanęli obok kominka i nałożyli na dłoń połyskujący proszek. Brat, okazał się być dżentelmenem i puścił siostrę pierwszą. Dziewczyna pomyślała w myślach odpowiedni kominek na pokątnej i wyrecytowała w myślach nazwę. Nie minęła zaledwie sekunda, kiedy zjawiła się w sklepie pana Olivandera.  Kiedy się odwróciła zza lady wyłonił się staruszek, z uśmiechniętą miną.
   - Alice Dumbledore! Cóż za zaszczyt! Zdawało mi się że ty kupiłaś już różdżkę… Tak, tak pamiętam dwanaście cali, z popiołu feniksa oraz krwi jednorożca… Pamiętam jak by to było wczoraj kiedy spotkałem to biedne zwierzę w lesie… No gdy by nie taka okazja, twoja różdżka by była beznadziejna… No ale…
   - Tak też się cieszę że pana widzę – przerwała mu gorączkując się. – Wybaczy pan, ale zjawiłam się tu z swojego domu, aby zakupić inne rzeczy do szkoły.
   - Ach tak tak… Pamiętam – kontynuował dalej pan Olivander ale dziewczyna czmychnęła czym prędzej. Kiedy wyszła na ulicę poszukując Davida, niestety zobaczyła jak ten wychodzi cały w kurzu z opuszczonego dawno sklepu.
   - Jak ty chcesz być czarodziejem jak zwykłym proszkiem Fiuu nie umiesz się posłużyć – skarciła go
   - Skończ. To jak co roku? Spotykamy się w dziurawym kotle za dwie godziny jasne?
   - Jasne jak słońce – odparła i skierowała się w kierunku Esów i Floresów. Po krótkiej chwili rozglądania się na tłum wyjęła z peleryny małą karteczkę. Bez pośpiechu skierowała się do sklepu z pierwszą żądaną rzeczą do Hogwartu. Dziewczyna spędziła tak całą godzinę patrząc ukradkiem na listę i kierując się do wybranego sklepu. Po wytrwałych zakupach i noszeniu wielu toreb z rzeczami usiadła na schodach Gringotta. Mogła tam siedzieć godzinami. Kiedy była mała zawsze stryj zostawiał ją z Davidem na schodach, aby nie dowiedzieli się w której krypcie jest ich spadek. Oni nie jeszcze nie widzieli w tym nic złego i korzystając z okazji śmiali się z zakłopotanych rodziców młodych czarodziei, którzy nie wiedzieli gdzie kupić pożądaną rzecz do Hogwartu. Wpatrując się w oddal, tuż przed nią usiadło dwóch mężczyzn. Jeden trzymał tęgą księgę na kolanach, a drugi obserwował czy nie zwracają na siebie zbyt wielkiej uwagi.
   - Słuchaj, lepiej jej tu nie otwierajmy to może być niebezpieczne – syknął jeden
   - Nie możemy nigdzie indziej jej otworzyć jak tu, jak byśmy ją otworzyli gdzie indziej zaraz by nas znaleźli – warknął drugi i przyłożył rękę do okładki
   - Szkoda, że nie dali nam tomu Śmierciożercy, a tak musimy przegrzebywać tą starą encyklopedie! – odparł znów pierwszy i szturchnął kolegę – O nie! Idzie Lucjusz Malfoy! Zwijamy się zaraz będzie chciał wiedzieć skąd to mamy i na pewno nam to zabierze!
   - Szybko schowaj ją za siebie – kazał tamten i powoli skierowali się w tłum ludzi. Dziewczyna podniosła wzrok. Lucjusz Malfoy kroczył z laską do banku, a za nim dumnie i z podniesioną głową szedł jego syn. Dracon Malfoy. Mężczyzna skinął głową na dwóch typków, którzy za plecami chowali książkę. Jednak dziewczyna zapomniała już o dziwnej sytuacji, i z zakłopotaniem szukała pomocy, aby ukryć się przed Draconem.
   - Zostań tu. Zajmie mi to chwilę – rozkazał pan Malfoy a Draco przytaknął głową. Dziewczyna nie śmiała na niego nawet spojrzeć. Miała nadzieję że jej nie zauważy, lecz było to daremne.
   - Witaj Alice – usłyszała i podniosła głowę.
   - Cześć Draco. Widzę że dalej trzymasz się nogawki ojca
   - Alice, Alice… Nic się nie zmieniłaś. Dalej pyskata i urocza.
   - Malfoy, nie mów na mnie urocza bo zaraz zwymiotuję. Mam nadzieję że będziesz się trzymał ode mnie z daleka w Hogwarcie.
   - Cóż, niestety nie. Słyszałem że przyjaźnisz się z Agnes, a tą szmatę lubi niestety Daniel – rzucił i spojrzał jej prosto w oczy. Czarodziejka, niestety nie umiała kryć swoich uczuć, więc po chwili stała z chłopakiem oko w oko trzymając go za kołnierz
   - Posłuchaj mnie lalusiu. Jeśli jeszcze raz usłyszę że obrażasz moich przyjaciół pożałujesz tego. Wiesz że znam zaklęcia niewybaczalne i mogę właśnie na tobie je użyć
   - Nie możesz – jęknął – Pójdziesz siedzieć do Azkabanu
   - To stamtąd wyjdę i cię znajdę – szepnęła i puściła go, kiedy kątem oka spostrzegła pana Malfoya wychodzącego z budynku.
   - Miło było się z tobą przywitać Dracon. A, i mam nadzieję że się jeszcze spotkamy – dodała słodko i skierowała się w kierunku Dziurawego Kotła.
   - O czym rozmawialiście? – spytał Lucjusz syna.
   - O szkole –odparł krótko Draco gładząc kołnierz.

   - Błagam opowiedz mi to jeszcze raz! – nalegał David biorąc łyk soku dyniowego.
   - Już ci to opowiadam po raz piąty! Ale ubiera się jak jegomość, bo wyczułam że ma kołnierz z kaszmiru – odparła i po chwili rodzeństwo znów śmiało się do rozpuku. Po przemyślaniu dość dziwnym i wesołym wydarzeniu, przypomniała sobie dwóch kolesi. Zwracając uwagę na Dracona, zapomniała w którą stronę się udali. Spojrzała prze okno na księgarnię Esy i Floresy. Tam znajdywała wszystkie księgi, lecz bała się co odpowie jeśli jakiś dorosły zobaczy że spędza czas w księgach zakazanych. David zauważył tęgą minę siostry i spojrzał na nią uważnie.
   - Co się dzieje?
   - Muszę iść do księgarni. Ale będzie mi potrzebne zamieszenie. I to dość sporawe.
   - Nie spytam po co, bo zaraz powiesz że to nie moja sprawa, ale za to co zrobiłaś temu głąbowi jakoś ci pomogę – odparł wesoło
   - Ale ty nie wystarczysz… Potrzebuję… - przerwała i spojrzała na wejście. W drzwiach ukazali się bliźniacy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i gestem ręki zawołała bliźniaków.
   - Hej – przywitała się i dała każdemu po całusie w policzek – Z nieba mi spadliście.
   - Zawsze jak mi schlebiasz czegoś chcesz – zasugerował Fred i przymrużył oczy.
   - Potrzebne mi zamieszanie w księgarni. Muszę zobaczyć książkę więc wiecie…
   - A co będziemy z tego mieli? – chytrze spytał George
   - Zaczaruję miotły ślizgonów, aby przegrali mecz z Gryffonami – szepnęła mu na ucho. Po minie bliźniaka, wiedziała że trafiła w sedno.
   - Przekonałaś mnie – odparł wesoło i wstał z miejsca – Chodźcie chłopaki, czas zrobić coś nietypowego. 

Alice stała obok stosu ksiąg o Czarnej Magii. Z niecierpliwością, wyczekiwała znaku, kiedy będzie mogła spokojnie pójść po tom. Wiedziała gdzie znajduje się dział z Zakazanymi Księgami lecz zawsze w takim przedziale znajdywała się jakaś pułapka. Namyślając jak może ją przeoczyć, przed drzwiami ukazał się dym i krzyk jednego z bliźniaków. Uśmiechnęła się do siebie i pomału wycofała się w głąb księgarni pomiędzy ludźmi wychodzącymi z niej. Szybkim krokiem skierowała się do przedziału z czarną tabliczką. Z lękiem weszła do przedziału. Jak na razie było spokojnie, bez żadnych zagadek. Lecz kiedy spojrzała na księgi zmieniła zdanie . Wszystkie księgi były takie same. Nie mogła wyciągać wszystkich po kolei, z racji tego że było ich chyba z milion, a dodatkowo czas pomału się kończył. Po namyśle, przypomniała sobie zaklęcie które uczył ją Snape. Zaklęcie służyło do wyszukiwania danej rzeczy w miejscu. Wyciągnęła różdżkę z kieszeni i machnęła nią zgodnie z ruchem zegara. Pod napływem myśli, które ukazywały księgę mężczyzn myślała o śmierciożercach. I to poskutkowało. Na samym szczycie regału, po woli wyciągała się duża czarna księga. Jednak zaklęcie potrzebowało dużej koncentracji, a słysząc krzyk sprzedawczyni zmieniła myśli i książka spadła z samej góry na posadzkę z hukiem. Była cała w kurzu, lecz wystarczyło lekkie dmuchnięcie, i na okładce ukazał się tytuł Śmierciożercy ze złotych liter. Pierwszy raz jakie kol wiek zaklęcie Snape przydało jej się w życiu codziennym. Z ostatniej strony zwisała mała karteczka przyczepiona na sznureczek. Spojrzała na cenę książki. Jeśli miała coś takiego zrobić, musiała zapłacić za dany przedmiot. Kiedy jednak odczytała z małej karteczki napis 50 galeonów mina jej skwaśniała, ale jak mus to mus. Po chwili do przedziału wpadł jeden z bliźniaków pokazując gestami aby się pośpieszyła. Alice szybko ukryła wielką księgę w torbie, a także wyjęła z niej woreczek z pieniędzmi. Wychodząc z przedziału, obejrzała się. Wszystkie księgi pomału zamieniały się w przyzwoity kolor i wielkość. Wychodząc rzuciła na ladę woreczek z galeonami.
   - Oby tylko nie dało się zidentyfikować za którą księgę ta zapłata – pomyślała i ukradkiem wyszła na zewnątrz.

Siedzieli we czworo wokół księgi. Alice, David, Fred i George. Każdy chciał wiedzieć to co za księga i co robi. Znajdowali się już w willi rodzeństwa Dumbledore, a wszystkie okna były zasłonięte ciemnymi roletami. Kiedy czarodziejka już miała otworzyć księgę przypomniało jej się to co mówił ów mężczyzna na Pokątnej
   - Stop! – krzyknęła – Nie otwierajmy jej. Ten mężczyzna mówił że wolno ją tylko otwierać w magicznym miejscu. Inaczej ktoś dowie się gdzie jest ta księga.
   - No to gdzie mamy ją otworzyć? – spytał niecierpliwie George
   - Eureka! Przecież w Hogwarcie możemy ją otworzyć! – zawołał David i spojrzał na siostrę – Mówił że w Magicznym Miejscu tak? Tak, a Hogwart jest magiczny
   - Ale mówił że tylko na Pokątnej mogą ją otworzyć. – odparła
   - Ale oni nie chodzą już przecież do szkoły, więc nie mogą ją tam otworzyć – zdiagnozował Fred i uniósł się z miejsca. – George idziemy. Powiedzieliśmy mamie, że przyjdziemy do was tylko na chwilę pomóc odnieść zakupione rzeczy.
   - Ale jest problem. Gdzie my otworzymy tą księgę? – spytał George.
   - Coś się wymyśli. Na razie zostawmy to tak jak jest. Trzymajcie się. Mam nadzieję że odwiedzicie nas jeszcze w Norze przed rozpoczęciem roku? – zapytał Fred
   - Oczywiście! – krzyknęła dziewczyna i pomachała im ręką na pożegnanie.
   - Schowaj ją u siebie – rozkazała Alice – Dumbledore wie że lubię takie rzeczy i przeszukuję mi pokój raz na tydzień, a tobie nie.
   - Będziemy mieć przez ciebie kłopoty.
   - Kłopoty? Proszę cię, kupiłam zakazaną księgę za 50 galeonów, a dodatkowo mam szlaban na zakazane księgi. Raczej ja tylko tu będę miała kłopoty. 

~~~~
Rozdział trochę poprawiony. Zmieniłam lekko teorię ale ogólnie niczym się nie różni ^^ Na następny rozdział myślę że trochę poczekacie, ale cóż :D 

8 komentarzy:

  1. sporo błędów, zwłaszcza językowych. no i "Dumbledore'owie", nie "Dumbledor'owie" :)
    pomysł wydaje się bardzo fajny. ćwicz pisanie, może być z tego naprawdę dobry fanfic :D

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje za to, dodawałam na szybko i nawet nie przeczytałam drugi raz ^^ Dziękuje i już biorę się za naprawianie błędów ^^

      Usuń
  2. zapowiada się super opowiadanie :) mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach? www.fremionestory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło się czyta Twojego bloga. Chociaż bardziej podobał mi się Prolog niż ten rozdział, ale poczekam dalej, aż mnie urzekniesz.
    Ogółem jest fajny, jednak zdarzają Ci się błędy. I trochę dziwne, że tak łatwo kupić Księgę Zakazaną. No i to, że Fred i George chcieli jej w tym pomóc :D
    Ale czekam na dalsze rozdziały~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam nad tym aby urozmaicić kupno właśnie ale nic nie wymyśliłam :D A bliźniaki ogólnie troszkę zamieszają w jej życiu ponieważ ... nie zdradzę :D Dobrze postaram się ;]

      Usuń
    2. Rozumiem to uczucie, kiedy ktoś się czepia i chcesz coś powiedzieć, ale nie chcesz zdradzać :D

      Usuń
    3. Ogólnie lubię bliźniaków z HP więc jak bym mogła ich nie dodać do mojego opowiadania... :D

      Usuń