piątek, 14 września 2012

Rozdział II Zaproszenie

W życiu każdego jest taka chwila, kiedy nie wiesz co robić. Nawet jeśli masz przyjaciół, i oni z chęcią ci pomagają, nie chcesz ich pytać o zdanie. Właśnie w tej chwili znajdowała się Alice. Obudziło ją stukanie w okno jej sowy, Army. Kiedy podchodziła do okna, nie wiedziała że jeden list, a właściwie zaproszenie zmieni jej humor na cały dzień. Ptak wpadł na szafkę i zasmakował smakołyków przyszykowanych dla niego.  Dziewczyna delikatnie odwiązała od jej nogi przywiązaną karteczkę. Na pierwszej stronie, lśniącymi literami było napisane jej imię i nazwisko, oraz adres. Czarodziejka spojrzała znów na sowę. Army latała zawsze tam gdzie nie powinna, i o to jej właścicielka właśnie w tej chwili się bała. Od Weasley’ów dostała by lekko pogiętą kartkę, a Agnes zwykle zapraszała ją  poprzez eliksir liter. To dość dziwne, lecz przyjaciółka nie chciała być zwyczajna, dlatego co miesiąc wydawała trzy galeony na substancję i wysyłała ją koleżance. Nie rozmyślając długo otworzyła kopertę.

Zaproszenie na kolacje.
Mam  zaszczyt zaprosić pannę Alice Dumbledore na kolację z okazji
Turnieju Trójmagicznego. Uroczystość odbędzie się  w moich skromnych
progach, na dworze Mafoyów dnia 29 sierpnia o godz. 20.00
Z racji tego, iż każda osoba została zaproszona z osobą towarzyszącą,
Byłbym zaszczycony abyś towarzyszyła mojemu synowi Draconowi Malfoyowi.
Z wyrazami szacunku.
Lucjusz Malfoy.

Dziewczyna stała już od ponad piętnastu minut przy oknie, rozmyślając o zaproszeniu i kolacji . Właściwie nie było w problemu. Dawno nie założyła sukienki, choć to dla niej było akurat pozytywne, lecz także z miłą chęcią spotkała by się z przyjaciółmi na jakiejś uroczystości. Lecz niestety popsuło to zaproszenie pewne dwa wyrazy. Draconowi Malfoyowi.  Ślizgon działał na nią negatywnie, także każde jej spotkanie z kolegą kończyło się bójką lub lekką sprzeczką. Właściwie nikt nie wie dlaczego dwoje czarodziejów z tego samego domu się tak nienawidzi. Kiedy ktoś pytał dlaczego się tak kłócą, zawsze był zmieniany temat. Myśląc o koledze z wspólnego domu, drzwi od jej pokoju otworzyły się z hukiem i do środka wpadła dziewczyna niskiego wzrostu z bujną czarną czupryną. Nie zwracając uwagi na Alice zaczęła grzebać w swojej torbie, pilnie czegoś szukając. Po chwili wyciągnęła z niej list, o takiej samej kopercie, jaką dziewczyna trzymała w ręku.  Zamachała koleżance przed oczami i uśmiechnęła się podle
   - Zgadnij od kogo dostałam zaproszenie! – spytała radośnie
   - Od Lucjusza Malfoya. – wskazała na kopertę w ręku i spojrzała na nią z przekąsem – Tak, miło cię widzieć Agnes
   - Znów zostałam uprzedzona – odparła wściekle i usiadła na łóżku – Dostałam to rano, więc chciałam ci zrobić niespodziankę!
   - Tak? A może pokazać że zostałaś zaproszona na wykwitną kolacje a ja nie?
   - Jak możesz. Nie mogła bym zrobić tego przyjaciółce…
   - Agnes, wyczarowałaś przede mną czarną dziurę która o mały włos nie wessała by mnie do środka! – powiedziała śmiejąc się. – Idziesz z kimś?
   - Ach, już wiem co miałam ci powiedzieć! Tak. I nie zgadniesz z kim…
   - Idziesz z Danielem
   - Skąd wiesz? Ty wszystko wiesz. Kujon – odpowiedziała gorzko, ale po chwili na jej policzkach było widać rumieńce. – Nie mogę uwierzyć że z nim idę! Sam do mnie napisał rozumiesz? Sam! Z siebie! Czekaj, czekaj, czekaj… A ty z kim idziesz?
   - Z nikim, idę sama.
   - To zaproś kogoś! – entuzjastycznie zaproponowała szczerząc się
   - Uwierz chciała bym, ale chyba nie mam wyboru. – powiedziała smętnie i podała jej zaproszenie. Po kilku sekundach w całym domu, było słychać głośny, szyderczy śmiech.
   - Draco Malfoy? – zaśmiała się i otarła łzy ze śmiechu. – Ty go prędzej zabijesz, niż z nim pójdziesz na ucztę
   - Zamknij się  - warknęła – Nie mam wyboru. O uroczystości wiedziałam już dawno, Dumbledore powiedział mi i Davidowi jak w Ministerstwie Magii Lucjusz chwalił się, że zrobi z tej okazji uroczystość i tak dalej. I wiedziałam że każe mi przyjść z osobą towarzyszącą. Ale nie myślałam że to on mi zaproponuje kogoś i tym kimś ma być DRACON!
   - W czym problem, nie idź.
   - Muszę. Wuj, powiedział że jeśli wytrzymam cały wieczór, z chłopakiem który będzie mi towarzyszył, pozwoli mi wytworzyć eliksir Felix Felicis
   - A co to takiego? – spytała bez jakiegokolwiek zainteresowania
   - Tak, widać kto zasypiał na lekcjach eliksirów. To eliksir, zwany także płynnym szczęściem
   - Aaa, było tak od razu mówić. Słyszałam że zapewnia szczęście każdemu, kto go wypije?
   - Zgadłaś, dlatego muszę towarzyszyć temu debilowi.
   - Jak wy się darzycie sympatią… W ogóle po co ci ten eliksir?
   - Jeśli zdam test z wróżbiarstwa, dostanę od wuja medalion pamięci.
   - Jak byś mówiła, bardziej wyjaśniająco, byłabym ci wdzięczna – odparła z przekąsem do Alice
   - Ten medalion… – zaczęła lecz drzwi od pokoju ponownie otworzyły się z hukiem. Do wnętrza wszedł David, trzymając w dłoni taki sam list co miały Agnes i Alice
   - Nie zgadniecie…
   - Zamknij się – powiedziały razem dziewczyny.
***
   - Alice! Chodź wpadłam na mega pomysł! – zawołała dziewczynę Agnes
   - Co wymyśliłaś?
   - No chodź ale musisz zamknąć oczy inaczej niespodzianka się nie uda!
   - Spytam jeszcze raz. Co wymyśliłaś? – żądała odpowiedzi koleżanka, lecz nie otrzymała jej.
   - Zamknij oczy. No zamknij – kazała dziewczyna i skierowała ją w kierunku komina – Przeczytałam gdzieś, nie pytaj gdzie, że za pomocą proszku Fiuu mogą się przenieść dwie osoby naraz. Wystarczy tylko, aby jedna osoba myślała głęboko o owym miejscu, i o osobie z którą się tam dąży.
   - Nie zgadzam się, słyszysz? – krzyknęła lecz nie pomogło jej to, ponieważ koleżanka wepchnęła ją do środka kominka. Po paru sekundach, obie dziewczyny wyszły z niego, kaszląc i otrzepując się z smogu. Alice rozejrzała się. Stała właśnie w wielkiej sali, na jakimś dworze. Kiedy spojrzała na Agnes, ta uśmiechnęła się blado i wskazała na schody. Na górze stali dwaj chłopcy. W oczach dziewczyny ukazał się gniew.
   - Witam – przywitali się
   - Cześć Daniel, jak się masz? – odparła romantycznie ślizgonka uśmiechając się do jednego z chłopaków.
   - Agnes mamy do pogadania – pociągnęła dziewczynę za rękaw Alice i zaprowadziła do kąta – Co my tu do jasnej cholery robimy.
   - Daniel mi napisał, że jest u Dracona, i było by miło gdy byśmy przyszły. To był świetny pomysł nie sądzisz?
   - Sądzę? Nienawidzę Malfoya, dało ci to coś do zrozumienia?
   - Zrób to dla mnie PROSZĘ! Błagam cię, przynajmniej godzinę, góra dwie. Wiesz ile Danielek dla mnie znaczy
   - Mam się męczyć z Malfoyem dwie godziny?! To niewykonalne – zaprzeczyła dziewczyna
   - Zrobię wszystko, wszystko! – powiedziała po chwili. Alice bacznie przyjrzała się koleżance i zmrużyła oczy
   - Wszystko?
   - Wszystko!
   - Daje ci dwie godziny, później zmywamy się do domu – zakończyła i skierowała się w kierunku kolegów. Przez najbliższe dwie godziny Agnes chodziła z Danielem po całym dworze, rozmarzona i cały czas śmiejąca się z żartów chłopaka. Za to Alice wraz z Draconem, któremu także ta propozycja pasowała, trzymali się od siebie jak najdalej. Malfoy, po zwiedzeniu całego domu, aby pokazać jaki jest bogaty, ukazał im swoją kolekcję miotłem do gry w Quidditcha. Jako iż Meredith uwielbiała Quidditcha tak samo jak David, chwyciła do ręki Nimbusa i poszybowała w górę. Nie mając wyboru, koleżanka także chwyciła jakąś przypadkową miotłę i poleciała za przyjaciółką. Po krótkiej chwili czworo koleżeństwa latało po całym boisku gnając za tłuczkami i zniczem. Po godzinie ścigania się, zmęczeni padli na trawę śmiejąc się.
   - Domagam się rewanżu! Malfoy rozumiesz że przegraliśmy z laskami? – powiedział Daniel
   - Przegraliśmy dlatego, iż nie było rozgrzewki – jęknął ponuro masując obolałą szyję
   - Alice, mówiłaś że nie lubisz Quidditcha, a grasz w niego świetnie – włączyła  się do dyskusji  Agnes
   - Nie lubię, ale to nie znaczy że nie umiem w niego grać – uśmiechnęła się szyderczo i rzuciła do góry znicz, który po chwili odleciał z szybkością błyskawicy.
   - Dracon, nie mówiłeś że będziesz miał dziś aż tylu gości – powiedział ktoś za nimi. Z twarzy Agnes i Daniela znikł uśmiech, a w oczach Dracona pojawił się strach. Dziewczyna odwróciła się z wahaniem, i zobaczyła za sobą Lucjusza. Mężczyzna stał wyprostowany, i patrzył nerwowo na syna. W ręku trzymał laskę, którą przerzucał od ręki do ręki.
   - Ojcze, znasz Alice i Agnes – stęknął strachliwie młody Malfoy i wskazał na koleżanki
   - Ach, panna Dumbledore i  Meredith. To za urocze spotkanie. Rozumiem że zaproszenia do was dotarły? – spytał po chwili
   - Yhy – przytaknęły razem i odsunęły się od ojca kolegi
   - Jestem zaszczycony, że będziesz towarzyszyła mojemu synowi – powiedział i przysunął do siebie chłopaka
   - Alice, musimy już iść – wtrąciła się Agnes i pociągnęła koleżankę za rękaw.
   - Draco, odprowadź koleżanki do bramy. Okaż trochę dyscypliny.
   - Tak ojcze – rzekł i udał się w kierunku wyjścia. Dziewczyny nawet nie śmiały się odwrócić.
***
Ogień w kominku powoli gasł. Alice siedziała skulona przed kominkiem przewracając kartki księgi zielarstwa. David urzędował w kuchni, poszukując składników na eliksir, który jak pisało w podręczniku, dawał niezmierną szybkość czarodziejowi. Natomiast Agnes krzątała się między rodzeństwem, nie mając nic do roboty.
   - Nudzi mi się! – nagle krzyknęła na cały dom
   - Zgadnij gdzie ja to mam – odparł chłopak i wlał do kociołka trzy krople krwi goblina
   - Zróbmy coś. Ponabijajmy się z mugoli, wyczarujmy coś, no cokolwiek!
   - Nie mam ochoty. Mogłabyś mi pomóc
   - David, nienawidzę eliksirów, także znasz moją odpowiedź.
   - W ogóle po co do nas przyjechałaś? – dołączyła się do rozmowy Alice, odkładając księgę na półkę.
   - Mamę wezwali do Ministerstwa Magii
   - I? – dalej dążyła do odpowiedzi Alice
   - I kazała mi się spakować, i pojechać do was. – wymamrotała pod nosem.
Dziewczyna  spojrzała znad okularów na koleżankę i poprawiła grzywkę. Meredith nie była najlepszą kłamczuchą. Aktualnie nerwowo rozglądała się po pokoju szukając sobie zajęcia. Brat spojrzał na siostrę i zabrał swoje ,,zabawki” do własnego pokoju. Bliźniaczka podniosła się z miejsca i złapała przyjaciółkę za rękę
   - Agnes co jest? – spytała kierując się z nią do salonu
   - Słuchaj, wiele się teraz dzieje rzeczy… Matka nie pozwoliła mi iść do Hogwartu…
   - Jak to? Jakie rzeczy? Co się dzieje? – spytała z zdziwieniem
   - Alice to ty nic nie wiesz?
   - Ale o czym mam wiedzieć?
   - Mistrzostwa Świata w Qudditchu!
   - Nie zaczynaj o nich. David cały zeszły tydzień ubolewał, że wuj nie pozwolił mu iść na nie.
   - Wy nic nie wiecie… - szepnęła i spojrzała w oczy czarodziejki – Słuchaj… Po mistrzostwach… Na niebie ukazał się mroczny znak. Wiesz chyba co to znaczy… Mama przez to w ogóle nie wychodziła z pracy, tyle miała z tym problemów. Niektórzy wierzą że… Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać powrócił… Myślałam że wiesz.
   - Co? – szepnęła i  po chwili oparła się o ścianę. – To niemożliwe. Dumbledore by nam powiedział… Ale to znaczy…
   - Słuchaj, ale to nie jest potwierdzone że on wrócił. Może to jakiś wybryk, albo sprośny żart…
   - Agnes cholera czy ty słyszysz samą siebie?! Kto dla żartów ukazał by na niebie mroczny znak?! Ty w ogóle wiesz ile trzeba siły aby coś takiego zrobić? Tylko śmierciożerca może coś takiego ukazać! – krzyknęła i odwróciła się w kierunku okna. – Idź do Davida. Opowiedz mu to. Ja muszę coś przemyśleć.
Kiedy dziewczyna znikła z jej oczu, podbiegła do regału i wyciągnęła czysty papier z piórem i kałamarzem. Postawiła wszystko na stole, i po chwili gwizdnęła na cały dom. Po minucie w salonie ukazała się Army. Czarodziejka machnęła na nią ręką, i umoczyła pióro w kałamarzu.

Dlaczego nam nie powiedziałeś o mrocznym znaku na niebie po mistrzostwach Qudditcha?
Czy miało to być związane z zakazem pójścia Davida na mistrzostwa?
Przyrzekałeś nam, że będziesz zawsze odpowiadał na każde nasze pytanie.
Oczekuję jak najszybszej odpowiedzi
Alice.

Przeczytała kilka razy treść papirusu, i zwinęła go w rulonik. Wyjęła z szuflady przypadkową wstążkę i przywiązała rulon do szpony Army.
   - Wiesz do kogo . – szepnęła sowie do ucha i otworzyła okno. Ptak wzbił się w powietrze i wyleciał na zewnątrz. Kiedy znikł z pola widzenia, do pokoju wpadł David a za nim Agnes trzęsąc się
   - Zabije go – warknął i walnął pięścią w stół.
   - Weź się zamknij bo przykro słuchać – odparła subiektywnie siostra – Też jestem wściekła, ale może zostawmy ten temat. Napisałam do niego, może nam coś wyjaśni w liście. Na razie zajmijmy się tą ucztą u Malfoyów a potem się zobaczy.
   - Może lepiej nie idźcie na tą ucztę. – wtrąciła się Agnes
   - Coś ty. Nie mogę przegapić miny Parkinson kiedy mnie zobaczy u boku Malfoya  – uśmiechnęła się blado i spojrzała za okno.
 ~~~~~
Przepraszam was, że tak późno ukazał się kolejny rozdział, lecz nie miałam weny, szkoła, brak dostępu do komputera itd. ^^ Bardzo proszę także o jakieś uwagi, ponieważ no nie za bardzo jakoś pisało mi się ten rozdział i chętnie posłuchała bym uwag dotyczących pisania ;] Pozdrawiam! Alice. 

3 komentarze:

  1. mi się podoba :) pisz szybko, bo nie mogę się doczekać przyjęcia u Malfoy'ów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Musisz napisac kolejny pościk. Mi się bardzo podoba. ^^ Nie umiem się doczekac przyjęcia u Malfoy'ów ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. podoba mi się :D pisz szybciej następny :*

    OdpowiedzUsuń